...to taka dziwna sprawa, że z początku coś nas fascynuje, poświęcami temu cały nasz czas. Potem z czasem troche nam przchodzi powoli zapominamy i nie jest nam to już tak bardzo potrzebne, aż w końcu znajdujemy nową fascynację której poświęcamy cały swój czas. Wszystko w porządku jeśli jest to nowy sweter, styl ubierania się, nowa płyta, czy wystrój w pokoju, który nagle nam brzydnie. Co jeśli przemijamy MY sami...? Stajemy się niepotrzebni, bo przecież już wszystko układa się dobrze. Jak poradzić sobie z uczuciem zastąpienia nas czymś innym (lepszym?). Myślę, że normalną reakcją jest złość? Zamknięcie się w sobie i podświadome (świadome? w celu zwrócenia uwagi?) odrzucenie tej osoby... Ale nie to wszystko jest najgorsze... tylko to, że już nigdy nie wróci ten stan, w którym było dobrze.
Może gdybym powiedziała to na głos, a nie pokątnie pisała na blogu na któego nikt nie zagląda, ale pytanie czy tak jak kiedyś chciałam żeby wróciło co było... czy nadal tego chcę?
A może zawsze mi się tylko zdawało, może nigdy nie byłam traktowana poważnie..
Na zakończenie nudnego, intymnego paplania nawiązująca piosenka której już bardzo dawno nie słuchałam.
I dziś wyjątkowo brak zdjęć.
kochana Magdaleno, ja na bloga zaglądam! :) i druga sprawa... jesli coś (ktoś) 'przemija' tudziez zostaje wymienione na coś(na kogoś)to przeciez zmiana taka nie zawsze jest zmianą na lepsze;*
OdpowiedzUsuńco nie zmienia faktu, że sprawia mi to przykrość...
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że wczoraj wszystko się poukładało ?
czy ten wpis jest apropo tego o czym wczoraj rozmawiałyśmy? :> maja
OdpowiedzUsuńapropo tego co powiedziałam idąc na przerwę :)
OdpowiedzUsuńTeż Cię kocham :*
OdpowiedzUsuńhm.? :)
OdpowiedzUsuńKochałem się w Tobie od dawna. I tak już zostanie. Powinno Cię to cieszyć w kontekście powyższej notki.
OdpowiedzUsuńCieszyło by bardziej gdybyś się przedstawił :)
OdpowiedzUsuń