wtorek, 30 kwietnia 2013

Krewetki z bazyliowym pesto



Jakiś czas temu, skusiłam się na kupienie krewetek w całości. Już dawno zerkały na mnie z LIDL'owskiej lodówki abym je kupiła, jednak nie umiałam się przemóc no bo one takie... z głowami...

Jednak raz kozie śmierć, kupiłam, obrałam (uffff!) i przygotowałam w najprostszy sposób (jako, że Hania już zaczynała marudzić na jedzenie) wrzuciłam na olej rzepakowy (z Lidla) czosnek, pietruszkę i ćwiartkę cytryny po chwili krewetki. Następnie do gotującej się wody świeży makaron (z Lidla ;)). Makaron wymieszałam z gotowym pesto bazyliowym kupionym w.... Lidlu :D na niego krewetki i cytrynka do wyciśnięcia na krewetki.

Szczerze bałam się czy to tak w ogóle pasuje? bazylia + krewetki, ale jak się okazało mi zasmakowało i niestety (niestety ze względu na obieranie) świeże krewetki biją na głowę te mrożone...

Jeśli i Was tak jak mnie kusi kupno krewetek w całości to zachęcam do przełamania się :) Na dodatek wyszła mi z tego reklama Lidla... zupełnie nie celowo ;)







Teraz czeka mnie, zdecydowanie najgorsza część gotowania, zmywanie! :(

Miłej majówki wszystkim !

sobota, 27 kwietnia 2013

27 + 27 + 27 = 3!


Pamiętacie co robiliście dokładnie 3 miesiące temu? Zapewne nie :) Ja natomiast pamiętam i pamiętać będę gdyż oto mijają 3 miesiące od narodzin Hani. Ja nie moge jak ten czas zaiwania... Dopiero co byłam w ciąży a tu proszę...

Pamiętam też, że jak jeszcze byłam w ciąży wszyscy mi mówili ZOBACZYSZ pierwsze 3 miesiące są najgorsze. No więc skoro już mogę się do tego odnieść podzielę się kilkoma refleksjami. Owszem, łatwo nie ma, szczególnie gdy trzeba przyzwyczaić się do zupełnie innego życia, dajmy na to nocne wstawanie co 2h i na początku rzeczywiście jest trudno bo miałam wrażenie że tylko co zamknę oczy a ona już domaga się jeść a w efekcie minęły dwie cenne godziny snu :) Jednak jak na dużą dziewczynę przystało Hanna już wstaje tylko dwa razy w nocy :) a ja... no powiedzmy wysypiam się ;)

Jednak przyznam szczerze, że z czasem gdy upływały miesiące myślałam tak : "Dobra pierwszy miesiąc za nami nie było źle....", "Ok mam za sobą 2 miesiące jeszcze tylko jeden", "Mija trzeci Hurra! teraz będzie super" i faktycznie coś w tym jest dziecko troszkę bardziej zajmuje się sobą, zaczyna interesować się różnymi rzeczami, rozpoznawać osoby, uśmiechać świadomie i odpowiadać na uśmiech a to jest piękne i wynagradza wszystko!

Także przetrwaliśmy pierwsze trzy miesiące jeszcze tylko jakieś 17 lat i 9 miesięcy i może sobie odpoczniemy :D !










A dla mamy chrzestnej Wszystkiego Najlepszego :*:*:* !!!!!






piątek, 26 kwietnia 2013

26 kwietnia!


Dzisiejszy dzień jest super super super pod wieloma względami po pierwsze mój mąż miał dziś wolne ! a jak pewnie sporo z Was wie niestety dużo za dużo pracuje :( po drugie byliśmy na superanckim spacerze w parku, a po trzecie jest roczny urlop macierzyński od 1 stycznia !

Dawid zorganizował nam fajny poranek już po 10 wyruszyliśmy na spacer którego finał i też dalsza dłuuuuga kontynuacja była w parku. Do plecaka zapakował termos kubki kawę i bułki także mogliśmy zjeść sobie tam śniadanie :)


A następnie zwiedzanie parku i pokazywanie Hani wszystkiego co tylko możliwe :)
Na koniec zmęczeni wszyscy trzej wróciliśmy do domu.... uffff gorąco !

Postanowiłam też że co jakiś czas będę wrzucać mix zdjęć wykonanych telefonem (gdyż jego zawsze mam przy sobie) Dziś pierwszy raz :)

No i cieszcie się wiosną !








 


wtorek, 16 kwietnia 2013

zachustuj się na wiosnę :)

Na tą okazję czekałam od dawna, gdy urodziła się Hania kupiłam sobie chustę (idąc śladem mojej KzŁ :) ) z zamiarem noszenia w niej córki. No ale jak wszyscy wiemy wiosna kazała na siebie długo czekać tak więc i chusta poleżała trochę w "kącie"
Ale tak oto wczoraj i dziś wybrałyśmy się wreszcie na chustowy spacer :) Ekspertem nie jestem i nad techniką wiązania zapewne muszę jeszcze trochę popracować jak i "złamać" (zmiękczyć) chustę. Ale jest coraz lepiej.
Co najważniejsze Hania błyskawicznie zasypia i co najmniej przez pół spacerku śpi a potem ciekawie rozgląda się w około.
Może trochę o zaletach takiego zachustowania się z dzieckiem... wciąż spotykam się z komentarzami " a nie za ciasno jemu/jej?" "a nie udusi się?" otóż dzieci lubią "ciasnotę" lubią ciepło (tym bardziej te swojej mamy lub taty! tak, tak tatusiowie też chodzą w chustach :) ) i jest im jak najbardziej wygodnie, oraz co najważniejsze pozycja w chuście bardzo dobrze działa na bioderka maluchów.
Zachustowane dziecko czuje bliskość mamy, której bardzo potrzebuje w pierwszych miesiącach swojego życia jest blisko nas a my jednocześnie odciążamy swój kręgosłup nie musząc go nosić ciągle na rękach :) Chodząc razem z nim pozwalamy mu uczestniczyć we wszystkim co nas dotyczy no bo przecież mając wolne ręce można coś ugotować, posprzątać, wyjść do sklepu na zakupy :) A zainteresowane dziecko chłonie wszystkie bodźce niczym gąbka nie czuje się pominięte lub odsunięte od rodzica "bo przeszkadza".
Myślę, że chusta bardzo dobrze wpływa na kontakt dziecko - rodzic, bo czuje jego ciągłą bliskość. I nie obawiajmy się "przyzwyczajenia dziecka do noszenia" ono już było przyzwyczajone przez 9 miesięcy :) teraz tylko pomagamy mu przejść etap w którym stopniowo musi się tego odzwyczaić.

Moje dwa spacery (póki co) minęły bardzo przyjemnie, szczególnie gdy uśmiechają się do mnie inne mamy !
Tak więc zachęcam bardzo, wszelkie potrzebne informacje można znaleźć na http://chusty.info/forum/
Jest mnóstwo filmików na yt jak zawiązać taka chustę, są spotkania w klubach kangura. Na początku może nie wychodzić ale z każdym następnym będzie coraz lepiej. Dzieci z początku nie lubią nowości ale jak załapią chustowanie to spacery z dzieckiem w chuście będą samą przyjemnością i dumą ! :)


no i nasze zdjęcie ;) co prawda w warunkach domowych ale jak kiedyś zabierzemy ze sobą fotografa na spacer będą i spacerowe :)



p.s niedługo "stuknie 20.000 wyświetleń bloga JEJ! ;)

czwartek, 4 kwietnia 2013

Fast Food !

Wbrew pozorom nie o hamburgerach mowa :)

Otóż naszła mnie taka refleksja... mianowicie zanim zostałam mamą jeśli chciałam coś ugotować szukałam po internecie super ekstra przepisów gnałam do sklepu po składniki wydając majątek spędzałam w kuchni milion godzin aby na końcu stwierdzić że nie wyszło ani w połowie takie jak w przepisie i co najważniejsze na obrazku! :D

Ale od czasu gdy zostałam mamą i mam 30 minut na przygotowanie jedno lub dwudaniowego obiadu ( o ile w ogóle mam te 30 minut) moje życie w kuchni stało się o wiele prostsze ! można by pomyśleć, że jak to? Ano tak to, że nie marnuje teraz czasu na wymyślne nieudane eksperymenty, tylko otwieram lodówkę patrze co w niej mam (bo wyjście do sklepu czasem jest niemożliwe) i kombinuje ;)

I tak oto powstają  np zupa pomidorowa lub szpinakowa w 10 minut :)

Tak więc dziś miałam w lodówce szpinak, śmietanę, żółty ser, kurczaka oraz makaron świeży z chili :)

Zdecydowanie ten urok macierzyństwa podoba mi się bardzo gdyż poniekąd taka umiejętność została mi narzucona :)

Posiadam jeszcze wiele innych nowych umiejętności w związku z rolą mamy ale o tym może następnym razem ....



Korzystając z okazji, że piszę posty raz na długi długi czas :( Żądam WIOSNY !!! Mam już serdecznie dość zimna, śniegu, chlapy i braku słońca!