wtorek, 22 października 2013

Górska wycieczka



Po wczorajszym dniu wróciliśmy do domu padnięci, my... Ale Hania miała mnóstwo energii, niestety nie chciała współpracować i grzecznie iść spać tylko musiała jeszcze trochę pobrykać, no bo
co to dla niej wstać wcześnie rano, wejść na szczyt, zjechac kolejką i jechać pociągiem... :) Ona była niesiona ;-)

Ostatnim razem w górach byliśmy razem TUTAJ tak więc postanowilismy skorzystać z pięknej październikowej pogody.

Wstaliśmy o 6 rano, znów kierunek Bielsko jak prawie tydzień temu. Tym razem znów z aparatem jednak w trochę innym celu.
Postanowiliśmy wejść na Szyndzielnię, no bo czemu by nie? można by wjechać ale cóż to za frajda (jak się okazało później duża)
O wiele przyjemniej jest móc wejść na szczyt i napawać się satysfakcją z tym związaną :)

Wzięłam małą na plecy jak wielbłądek, tata niósł plecak z prowiantem.

Pierwszy przystanek już po 5 minutach drogi. Schronisko na Dębowcu,funkcjonujące raczej jako schronisko dla narciarzy. Jednak z piękną panoramą na całe Bielsko :)
Wypiliśmy herbatkę, przewinęliśmy Hanię. I możemy wyruszać w drogę za 2h marszu powinniśmy być u celu.

Po 10 minutach marszu Hania zasnęła ;-) Cóż takie uroki dzieciństwa, dziecko śpi a mama wnosi ;)

30 minut przed szczytem Królewna obudziła się, trochę mi pośpiewała do ucha i w takiej miłej atmosferze, przegonieni przez Panią w botkach na obcasie ( ;-) ) dotarliśmy na szczyt.

Ufff ;-)




Jak na poniedziałek turystów było dość sporo w schronisku, znalazło się jednak dla nas miejsce. Był nawet wymarzony żurek taty ;)

Posileni i wypoczęci ruszyliśmy w stronę kolejki by zjechać w dół. Były jeszcze plany pójścia na Klimczok, tylko 30 minut drogi. Jednak stwierdziliśmy, że na pierwszą wycieczkę górską Hani nie będziemy jej juz męczyć bo pomimo, że była dzielna nie marudziła ani nie płakała to jak na pierwszy raz wystarczy :)

Jak się okazało zjazd kolejką w dół był dla Hani wieeeeelką atrakcją całą podróż w dół (szalone 5 minut) jechała z nosem przyklejonym do szyby i robiła tylko "aaaaaaaaa"

Potem miłe spotkanie na kawkę z Madzią i 17:11 obraliśmy kierunek Katowice :)

A w pociągu kolejne szaleństwa przy szybie ;-)


Ogólnie myśleliśmy, że będzie gorzej Hania będzie marudzić, będziemy musieli zatrzymywać się co chwilkę. Ale w sumie jedyne co wg. przysporzyło nam trudności to przewijanie Hani w niekomfortowych warunkach ubikacji górskich, ale i z tym sobie poradziliśmy.
Dlatego rodzice ! bierzcie dzieci w góry :)
Ja chciałabym jechać znów !! Hania chyba też :)







































4 komentarze:

  1. przypadkowo trafilam na bloga, sliczne zdjecia i cureczka.
    tez mam cureczke w podobnym wieku;)
    przegladalam wpisy i jako ze skonczylam psychologie postanowilam cos napisac: dziwi mnie ze cureczka na kazdym zdjeciu jest taka powazna,zamyslona. absolutnie nie sugeruje ze jestes zla mama i robisz jej jakas krzywde, tylko jak malutka na codzien taka jest to ja poobserwuj bo to moga byc oznaki pewnych zaburzen ktore jezeli zostana stwiedzone latwo mozna dziecko z nich wyprowadzic.
    przepraszam jesli cie urazilam, ale gdyby to bylo moje dzieciatko sprawdzilabym czy wszystko wporzadku.
    jezeli chcesz odpisz i podam ci gmaila i ci powiem dokladniej o co chodzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. coreczka oczywiscie a nie cureczka

      Usuń
    2. oj nieładnie stawiać diagnozę na podstawie zdjęć przypadkowy psychologu! o ile jeszcze tu przypadkiem zajrzysz. m.g.

      Usuń