wtorek, 20 grudnia 2011

Open Up !

Po długim czasie nie pisania, trudno znaleść temat który jest na tyle istotny aby wybrac go z pośród całej reszty.
Z racji tego, że święta za pasem postanowiłam wybrać ten najbardziej banalny ( chodź niekoniecznie ten  najistotniejszy....),umieszczając w nim oczywiście parę podtekstów :)
Jak co roku tak i w tym zastanawiam się kiedy uciekła ta magia świąt? Czy w ogóle kiedykolwiek była...Teraz każdy z nas martwi się czy okna będą czyste czy prezent który wybierzemy się spodoba i czy z wszystkim zdarzymy bo przecież to już zaraz! A niestety w efekcie zapominamy o tym co najważniejsze o bliskości w święta, w większości domów po wigili włączymy TV, komputer, wejdziemy na Facebooka, aby wspólnie iternetowo przeżywać magię świąt wrzucając co chwile świąteczne piosenki oraz zdjęcia. A tak naprawdę nigdy ich nie przeżywamy patrzymy tylko na nie mówiąc że "to już nie to samo" i na tym się kończy. Czy jest to cena dorosłości? Czy te święta z dzieciństwa nigdy już nie powrócą? A może te czasy w których żyjemy nie pozwalają się cieszyć z tego co mamy, ciągle żyjemy czymś co mogłoby być lepsze, co będzie lepsze w przyszłości, nie żyjąc tak naprawdę w teraźniejszości...
Może zamiast ciągle chcieć coś zmieniać i narzekać nauczmy się doceniać to co mamy i widzieć w tym prawdziwe szczęście. Tego życzę sobie i Wam na nadchodzący czas :) Tak więc nawiązując do tematu otwórzmy się, nie oczekujmy tylko ciągle ale nauczmy się cieszyć tym co mamy.





I tradycyjnie zdjęcia :) trochę światecznego, krakowskiego klimatu.

środa, 16 listopada 2011

Marzenia w szafie schowane...

Dziwne... co się pisze, gdy nagle jedno z wielkich marzeń się spełnia? Nie potrafię znaleść słów, wiem tylko jedno, że wraz ze spełnionym jednym rodzi ono za sobą kolejne cele i marzenia, które mam nadzieję kiedyś osiągnąć. Wszystkim marzącym polecam spełnianie pragnień bo jest to naprawdę rewelacyjne uczucie !!! Szkoda tylko, jeśli najbliższe osoby nie chcą go z nami dzielić. Jednak i tutaj nie mogę być niesprawiedliwa bo bardzo dziękuję tym bez których zapewne moje pragnienie pozostało by nadal w sferze marzeń.

Kończąc kładę się spać, jednak przed tym jeszcze jedno małe spojrzenie do szafy czy aby na pewno nie jest to snem ?



:)

oczekiwanie...

Dziś będzie zawód, czy spełnienie marzeń ?...
Czekam.

wtorek, 1 listopada 2011

Ten dzień.





Dziś dzień jak każdy inny, niby.. bo w rzeczywistości trochę inny niż każdy, jak co roku ma w sobie taką dziwną aurę, skłania nas do rozmyslań nad tym jakie to wszystko kruche.
Często zapominam się i nie myślę o tym że to wszystko jest takie chwilowe, że jest (już) 7 milionów ludzi takich jak ja, tak samo kruchych i bojących się o swoje życie, a przecież przed nami wielu juz to przeżyło....  A jednak boimy się, każdy się boi nawet jeśli mówi, że nie. Boimy sie tego co nieznane i czego nie potrafimy sobie wobrazić.
Lecz jest coś gorszego od obawy przed śmiercią - obawa przed życiem! Żyjemy tylko raz (podobno) a często na pół gwizdka. Gromadzimy rzeczy i je oszczędzamy na przyszłe chwile, które może nigdy nie nadejdą, a przecież życie toczy się tu i teraz. Nikt z nas nie wie co będzie później ale zawsze martwimy się bardziej przyszłością zamiast czerpać z teraźniejszości.
Mam nadzieję tak właśnie przeżyć swoje życie, by na jego koniec nie stwierdzić że coś mnie ominęło lub czegoś nie zdąrzyłam zrobić.
Mam nadzieję, że osoby które znałam i nie ma ich już wśród mnie takie właśnie życie miały. I...nigdy ich nie zapomnę...


Pozostaje tylko wierzyć, że będzie tak jak w piosence Grubsona. 

czwartek, 27 października 2011

I niech już tak zostanie.

Nareszcie! Chwila odpoczynku, od takiej dziwnej gonitwy, za niewiadomo czym. Czasem mam tak, że dni mijają  tak niepostrzeżenie, że nawet nie wiem kiedy i wtedy gdy po takim dniu kładę się do łóżka jest to najwspanialszy moment dnia, zrzucam z siebie wszystkie troski, zatrzymuję sie, wtapiam w pościel i zasypiam.
Dlaczego tak gnamy? Piszę my, bo sądzę, że nie tylko ja tak mam... Wpadamy w takie szybkie rozpędzone koło i dopiero jak się zatrzymujemy zdajemy sobie sprawę, że coś nam umknęło.
Kiedyś tak nie było, dni mijały spokojnie, wręcz się dłużyły, na wszystko trzeba było czekać, do wszystkiego mieć cierpliwość. Teraz ledwo co dostrzegamy, że coś nadchodzi, lub pozwalamy by minęło niezauważone.
Dziś na szczęście miałam jeden z tych dni, kiedy wszystko dzieje się jakby wolniej, kiedy mam czas stanąć i popatrzeć, dojrzeć...coś niezwykłego lub po prostu zwyczajnego.

Dziś był czas by porozmawiać i pomilczeć.  By zrobić wszystko na co ostatnio tak mało czasu. I niech już tak zostanie....

Na koniec jeszcze mała rada :) Najważniejsza jest rozmowa !












środa, 12 października 2011

Przemijanie...

 ...to taka dziwna sprawa, że z początku coś nas fascynuje, poświęcami temu cały nasz czas. Potem z czasem troche nam przchodzi powoli zapominamy i nie jest nam to już tak bardzo potrzebne, aż w końcu znajdujemy nową fascynację której poświęcamy cały swój czas. Wszystko w porządku jeśli jest to nowy sweter, styl ubierania się, nowa płyta, czy wystrój w pokoju, który nagle nam brzydnie. Co jeśli przemijamy MY sami...? Stajemy się niepotrzebni, bo przecież już wszystko układa się dobrze. Jak poradzić sobie z uczuciem zastąpienia nas czymś innym (lepszym?). Myślę, że normalną reakcją jest złość? Zamknięcie się w sobie i podświadome (świadome? w celu zwrócenia uwagi?) odrzucenie tej osoby... Ale nie to wszystko jest najgorsze... tylko to, że już nigdy nie wróci ten stan, w którym było dobrze.

Może gdybym powiedziała to na głos, a nie pokątnie pisała na blogu na któego nikt nie zagląda, ale pytanie czy tak jak kiedyś chciałam żeby wróciło co było... czy nadal tego chcę?
A może zawsze mi się tylko zdawało, może nigdy nie byłam traktowana poważnie..

Na zakończenie nudnego, intymnego paplania nawiązująca piosenka której już bardzo dawno nie słuchałam.



I dziś wyjątkowo brak zdjęć. 

wtorek, 4 października 2011

Przyjemne przyjemności

Każdy z nas inaczej postrzega przyjemność, ja osobiście odnajduję ją w fotografii, oraz w jedzeniu (tak, tak niestety :-( ).
Za kwintesencje smaku uważam kuchnię włoską, której dania mogła bym jeść na okrągło (niestety spodziewam się z jakim skutkiem...)
Są to jednak przyjemności które bardzo łatwo możemy osiągnąć, no bo cóż za problem wziąć i zrobić lasagne lub carbonare? Problem zaczyna się wtedy jeśli nasza przyjemność jest nieosiągalna lub trzeba ostro się postarać aby ją osiągnąć. Czy dla niej jesteśmy w stanie zaryzykowac wiele? Czy powiniśmy?
Przyjemność z pracy. Dla wielu z nas to zdanie typu, biały kruk, ciepła zimna :) A jeśli jest możliwe połączenie przyjemności z praca? robienia tego co się kocha i czerpania z tego korzyści? Owszem jest możliwe lecz często za wysoką cenę, lub trzeba wiele zaryzykować, czy warto ryzykować by robić w życiu to co sie lubi? Czy może iść utartą pewną ścieżką, niestety często bardzo kamienistą...?
 Z tymi rozmyślaniami idę zajadać się spagetti bolognese ;-)
A na deser moje nowe odkrycie, mianowicie CINNABON na moje ogromne szczęście kawiarnia ta została otworzona w SCC, jeśli tylko jestem w pobliżu nigdy nie mogę się oprzeć aby nie kupić czegoś słodkiego... :)
Dzięki temu doświadczam niesamowitej przyjemności chociaż na chwilkę.