czwartek, 27 października 2011

I niech już tak zostanie.

Nareszcie! Chwila odpoczynku, od takiej dziwnej gonitwy, za niewiadomo czym. Czasem mam tak, że dni mijają  tak niepostrzeżenie, że nawet nie wiem kiedy i wtedy gdy po takim dniu kładę się do łóżka jest to najwspanialszy moment dnia, zrzucam z siebie wszystkie troski, zatrzymuję sie, wtapiam w pościel i zasypiam.
Dlaczego tak gnamy? Piszę my, bo sądzę, że nie tylko ja tak mam... Wpadamy w takie szybkie rozpędzone koło i dopiero jak się zatrzymujemy zdajemy sobie sprawę, że coś nam umknęło.
Kiedyś tak nie było, dni mijały spokojnie, wręcz się dłużyły, na wszystko trzeba było czekać, do wszystkiego mieć cierpliwość. Teraz ledwo co dostrzegamy, że coś nadchodzi, lub pozwalamy by minęło niezauważone.
Dziś na szczęście miałam jeden z tych dni, kiedy wszystko dzieje się jakby wolniej, kiedy mam czas stanąć i popatrzeć, dojrzeć...coś niezwykłego lub po prostu zwyczajnego.

Dziś był czas by porozmawiać i pomilczeć.  By zrobić wszystko na co ostatnio tak mało czasu. I niech już tak zostanie....

Na koniec jeszcze mała rada :) Najważniejsza jest rozmowa !












środa, 12 października 2011

Przemijanie...

 ...to taka dziwna sprawa, że z początku coś nas fascynuje, poświęcami temu cały nasz czas. Potem z czasem troche nam przchodzi powoli zapominamy i nie jest nam to już tak bardzo potrzebne, aż w końcu znajdujemy nową fascynację której poświęcamy cały swój czas. Wszystko w porządku jeśli jest to nowy sweter, styl ubierania się, nowa płyta, czy wystrój w pokoju, który nagle nam brzydnie. Co jeśli przemijamy MY sami...? Stajemy się niepotrzebni, bo przecież już wszystko układa się dobrze. Jak poradzić sobie z uczuciem zastąpienia nas czymś innym (lepszym?). Myślę, że normalną reakcją jest złość? Zamknięcie się w sobie i podświadome (świadome? w celu zwrócenia uwagi?) odrzucenie tej osoby... Ale nie to wszystko jest najgorsze... tylko to, że już nigdy nie wróci ten stan, w którym było dobrze.

Może gdybym powiedziała to na głos, a nie pokątnie pisała na blogu na któego nikt nie zagląda, ale pytanie czy tak jak kiedyś chciałam żeby wróciło co było... czy nadal tego chcę?
A może zawsze mi się tylko zdawało, może nigdy nie byłam traktowana poważnie..

Na zakończenie nudnego, intymnego paplania nawiązująca piosenka której już bardzo dawno nie słuchałam.



I dziś wyjątkowo brak zdjęć. 

wtorek, 4 października 2011

Przyjemne przyjemności

Każdy z nas inaczej postrzega przyjemność, ja osobiście odnajduję ją w fotografii, oraz w jedzeniu (tak, tak niestety :-( ).
Za kwintesencje smaku uważam kuchnię włoską, której dania mogła bym jeść na okrągło (niestety spodziewam się z jakim skutkiem...)
Są to jednak przyjemności które bardzo łatwo możemy osiągnąć, no bo cóż za problem wziąć i zrobić lasagne lub carbonare? Problem zaczyna się wtedy jeśli nasza przyjemność jest nieosiągalna lub trzeba ostro się postarać aby ją osiągnąć. Czy dla niej jesteśmy w stanie zaryzykowac wiele? Czy powiniśmy?
Przyjemność z pracy. Dla wielu z nas to zdanie typu, biały kruk, ciepła zimna :) A jeśli jest możliwe połączenie przyjemności z praca? robienia tego co się kocha i czerpania z tego korzyści? Owszem jest możliwe lecz często za wysoką cenę, lub trzeba wiele zaryzykować, czy warto ryzykować by robić w życiu to co sie lubi? Czy może iść utartą pewną ścieżką, niestety często bardzo kamienistą...?
 Z tymi rozmyślaniami idę zajadać się spagetti bolognese ;-)
A na deser moje nowe odkrycie, mianowicie CINNABON na moje ogromne szczęście kawiarnia ta została otworzona w SCC, jeśli tylko jestem w pobliżu nigdy nie mogę się oprzeć aby nie kupić czegoś słodkiego... :)
Dzięki temu doświadczam niesamowitej przyjemności chociaż na chwilkę.





czwartek, 29 września 2011

anaLogOVE

Pamięta ktoś jeszcze czasy analoga? Ja bardzo niedawno postanowiłam do niego wrócić, szczerze miałam z nim doczynienia od roku 2004-2008 ciągle w szkole, gdzie często tematyka oraz terminy były z góry narzucane więc z czasem analog trochę wychodził bokiem, szczególnie kiedy na rynek weszła cyfra w cenach dostępnych dla zwykłych szaraczków analog niestety trochę zszedł na boczny tor, lub uległ całkowitemu zapomnieniu.
Niestety jak to przeważnie bywa doceniamy coś po fakcie, a więc kiedy skończyłam szkołę i bardzo bym chciała posiedzieć w ciemni, powywoływać film oraz pozytywy, niestety nie jest mi to teraz dane.

Za co lubię analoga?...
...Za ponadczasowość
...Za niezawodność
...Za to że narzuca nam myślenie podczas fotografowania
...Za magię którą roztacza wokól siebie
...Za wyjątkowość każdego ujęcia
...Za to, że gdy chcemy zobaczyć efekty, trzeba na nie trochę poczekać :)

A jakich czyni z nas fotografów, dzisiejsza era cyfry? możemy robić dowolną ilość zdjęć, dowolnie je zmieniać i oczywiście nie musimy przy tym myśleć, co zrobić aby byłą dobra, bo gdy się nie uda robimy nastepne. Oczywiście fotografia analogowa też ma duże możliwości ale wykorzystanie ich zajmuje wiele więcej czasu i wysiłku
Mimo, że era cyrfowa na dobre i prawie całkowicie wypchnęła analogową, czyni ją to jeszcze bardziej wyjątkową i godną uwagi :)










poniedziałek, 26 września 2011

autumn

Uwielbiam jesień ! piękną złocistą polską jesień. Gdy spacerując  po parku można poczuć zapach liści a na twarzy ciepło delikatnych promieni słonecznych. Nie jest za ciepło ani za zimno... i siedząc na ławce czytając ksiązkę można napawać się pięknem dnia. A gdy książkę zamienimy na aparat fotograficzny.... kto wie, może uda nam się uchwycić, coś z piękna tej pory roku.

Dziś wybrałam się z Karoliną na mini zdjęcia, poniekąd chciałam rownież wypróbować nowe pożyczone od kolegi analogowe cacko :) mianowicie Canona eos'a 5, aparat który był jednym z seri analogowych Eosów (swoją drogą dopiero ostatnio dowiedziałam się, że słowo EOS pochodzi od greckiej bogini zorzy polarnej Eos, uroczo prawda?) powstał w 1992 roku. Aparat posiada rewelacyjnie wyprofilowany grip, oraz wiele użytecznych funkcji, był pierwszym aparatem wyposażonym w funkcję sterowania ustawieniem ostrości za pomocą ruchów gałki ocznej! Po prostu patrzymy na jeden z 5 punktó ostrości i wciskamy do połowy migawkę, aparat tam właśnie nastawia ostrość.Świetna sprawa bardzo ułatwiająca życie, szkoda że została wycofana i obecne Eos'y już tego nie posiadają.
Efekt pracy na tym aparacie na pewno pokażę i napiszę coś więcej o fotografii analogowej, którą darzę wielką miłością i fascynacją.

Poniżej parę efektów dzisiejszego spacerku z Karoliną :)

Dodaj napis











 No i nasz bohater Canon eos 5 :)

środa, 21 września 2011

o fotografii słów kilka

Wszędzie w około otacza nas fotografia, dla każdego z nas ma inne znaczenie, dla większości (jak już zdążyłam się przekonać z doświadczenia w pracy) jest istotne aby daną fotografie w ogóle posiadać, a czym ona jest zrobiona jest sprawą drugorzędną. Aby tylko było czym, zrobić, łatwo, szybko i przyjemnie, zdjęcie które wsadzimy do albumu.
Mam jednak nadzieję, że jest trochę ludzi podchodzących do tego inaczej... otóż czym jest fotografia? Jak sama nazwa wskazuje, jest to rysowanie światłem i tak naprawde o to w tym wszystkim chodzi. Fotografując chwytamy, wszystkie cienie, światła, półtony, które tworzą często niesamowite i przepiękne obrazy. Często takie które naszym oczom trudno wychwycić, a głowie trudno zapamiętać i odtworzyć po 10,20 latach.
I to w tym wszystkim jest takie wspaniałe, zatrzymujemy chwilę która już nigdy nie powróci, która dzieję się w jednym ułamku sekundy, a dzięki fotografii, możemy do nich wracać ciągle.
Ja osobiście traktuje mój aparat jak mini wehikuł czasu, dzięki któremu mogę kiedy tylko zechcę przenieść się w chwile do których chcę powrócić.
Drugą rzeczą która nakręca mnie w fotografi to światło i rzeczy które można z nim wyczyniać, jest to element najistotniejszy który totalnie zmienia każde zdjęcie. A gdy już jesteśmy przy tematyce światła czas na wyjaśnienie tytułowego słowa bokeh, jest to tak zwane rozmycie, nieostrość które na zdjęciu przeważnie przybiera postać kulistą. Właśnie dzięki odpowiedniemu światłu i tłu otrzymujemy niesamowity bokeh.

Tak więc nie przynudzając więcej, jestem ogromnie szczęśliwa, że należę do grona ludzi ceniących ten wspaniały wynalazek jakim jest fotografia oraz to że w niewielkim stopniu potrafię to wykorzystać w sposób dający mi niesamowitą satysfakcję.

A poniżej, kilka dzisiejszych wypocin, może i nie powalają tematyką ani warsztatem, ale jest w nich właśnie to co lubię, ŚWIATŁO.

Dobranoc :)




czwartek, 15 września 2011

historyczny dzień

Po prostu, nie mogę się powstrzymać,muszę się pochwalić! Nadszedł ten dzień kiedy sama pierwszy raz, upiekłam ciasto, ha! i to nie byle jakie tam z zakalcem, bądź spalone, pełnowartościowe smaczne ciasto ze śliwkami! Może wydawać się to śmieszne, mam 23 lata i chwalę się z pierwszego upieczonego ciasta...Ale dla mnie to taki mały życiowy sukces, zawsze były jakieś problemy, albo piekarnik nie taki bo źle piecze, albo składników za mało, bądź zupełnie za późno na pieczenie ! A dziś po prostu tak lekko poszło. Kto wie, może rozbudzę w sobie pasję do tworzenia małych, smacznych, słodkich przyjemności?
Na razie idę zajadać!




Kruche ciasto ze śliwkami

Ciasto :

2 szklanki mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki cukru pudru
200 g masła
2 żółtka
śliwki
2 białka

Kruszonka:
90 g masła
2 łyżeczki cukru waniliowego
3/4 szklanki mąki
2/3 cukru pudru


Do mąki dodajemy cukier puder oraz proszek do pieczenia. Dodajemy masło oraz żółtka, zagniatamy szybko na jednolitą masę, zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na godzinę.

W między czasie, z białek ubijamy pianę, kroimy śliwki oraz przygotowujemy kruszonkę:
 Do niewielkiego naczynia wsypujemy mąkę, cukier puder, cukier waniliowy oraz roztopione masło mieszamy i rozkruszamy w palcach.

Gdy ciasto bedzie już gotowe, wałkujemy je, i wykładamy nim średniej wielkości formę, pieczemy około 10 minut, wyjmujemy, układamy śliwki na które wykładamy pianę z białek całość posypujemy kruszonką.
Pieczemy około 40 minut w 180 stopniach.

Smacznego ! :)